Wielka Legacja Wojciecha Mias(t)kowskiego 15-19 martii – czwartek/poniedziałek

W końcu udało się odnaleźć książkę, więc spieszę z nadrabianiem relacji z podróży naszego Jegomości Posła, a wydarzyło się coś niespodziewanego właśnie dnia marca dziewiętnastego 😉

15 martii – czwartek

W Berładzie, nad rzeką tymże imieniem zwaną. Dzień ciepły, pogodny, droga dobra, trawa się dobywa. Tu w nocy ks. pleban Wyznański, kapelan mój, czworo dzieci okrzcieł. Nazajutrz w Tekuci, mil cztery nad tąż rzeką Berładą. Czaus turecki z Konstantynopola bieżał do hospodara dając znać, że Halil, pasza sylistryjski, manżułowany, a na jego miejsce Ipsir pasza naznaczony.

17 martii – sobota

W mili od Tekuci spuściliśmy się z góry na dół nad rzekę Seret, którą trzy godziny przebywaliśmy promem, na czółnach zbudowanym. W drodze jadąc w lewej ręce była mogiła wysoka, w polu usypana in memoriam wesela, które Raduł hospodar wołoski synowi swemu przed kilkąnastą lat sprawował w wielkiej magnificencyjej na tym miejscu. W mili znowu przejachaliśmy drugą rzekę Pudno. We czterech milach stanąłem w miasteczku Foksanach nad rzeką Milkomatem (która środkiem miasteczka idąc dzieli Wołoską Ziemię z Multańską) wdzięcznie przyjęty od namiestników Matwieja, wojewody multańskiego. Dzień chłodny, bo z gór multańskich śniegami okrytych zimny wiatr powiewał.

18 martii – niedziela

W Niedzielę Śródpostną w nocy śnieg niemały spadł tak, że okrył ziemię. Przyszedł mi respons od hospodara multańskiego i pan Giorma, kapitan jego, przybiegł ochotę pana swego opowiedając. Chciał i sam hospodar z Targowice zbieżeć do Gierlice albo do Bukaresztu, ale napisał dysswadując, aby się zatrzymał dla suspicyjej od Turków i niewczasu jego jako podeszłego w leciech, a zwłaszcza że i od nowego pana z Stambułu chorągwie jeszcze nie ma. Tu dwie rocie kozackie zaszły mi i prowadziły do Rybnika.

19 martii – poniedziałek

Mróz niemały z zimnem wiatrem zatrzymał mię tamże w Rybniku, gdziem lekarstwa zażył dla scyjatyki, która mi była prawą biodrę i nogę odjęła tak, żem trzy niedziele na nię postąpić nie mógł z bólem i niewczasem moim. Odprawiełem ks. franciszkana do Targowice z listami do hospodara. Odprawiełem ks. franciszkana do Targowice z listami do hospodara. Tamże trzęsienie ziemie circa vigesimam horam; twierdzili drudzy, że trzy razy tego dnia było.

Wielka Legacja Wojciecha Mias(t)kowskiego 11/13 martii – niedziela/wtorek

Przespałem nieco skupiając się na koronnej awanturze, czas zatem nadrobić dwa dni podróży jegomości Posła jednocześnie opisując.

11 martii – niedziela

Pan Romaszkiewicz, tłumacz mój, bieżał z instrukcyją moją do Multan. A ja sam nazajutrz w dzień św. Grzegorza ruszyłem się za nim z Jass po rannej mszy mimo zamek na groblą. Na Lesie Bukowinie złej drogi zażyliśmy (bo mila była góry wysokiej i przykrej) w samą rościeć, przez którą nas deszcz wielki i gęsty prowadzieł z uprzykrzeniem tak, żeśmy dwie mili tylko półosmy godziny jachali. Nocleg we wsi, Skintia zwanej.

13 martii – wtorek

Stąd do Wasłuja cugiem jednym mil cztery. Wasłuj, miasto dawne, stolica kiedyś hospodarów wołoskich bywała. Są jeszcze ruiny murów i pokojów, od Stefana hospodara nad Berładą rzeką, która idzie pod to miasteczko, murowanych. Nazajutrz we wsi Doliny nocleg mil dwie wołoskich.

Wielka Legacja Wojciecha Miaskowskiego 7 martii – środa

Posłałem do hospodara z gospody swej pana Kossakowskiego, pana Ciświckiego i pana Miastkowskiego, synowca mego, z listami K. J. Mci i jm. pana krakowskiego z opowiedzeniam przyczyny, że go sam widzieć i nawiedzić nie mogę, ponieważ mię sam w polu osobą swą nie przywitał, jako dawny zwyczaj i powinność tutecznych hospodarów niesie. Skoro to usłyszał hospodar, że u niego być nie chcę, z gniewiem i furyją skończyć mowy panu Kossakowskiemu nie dopuścieł, listów nie przyjął, podwód na progę nie pozwoleł i żywności w drodze aż do Multan dawać zakazał.

Jak widać dzieje się, akcja nabrała rumieńców!

Wielka Legacja Wojciecha Miaskowskiego 6 martii – wtorek

Ot zagapiłem się i mi dwa dni jegomości Posła uciekły, spieszę zatem nadrobić zaległości.

Ruszyłem do Jass trzy mile. Wysłał przeciwko mnie hospodar brata swego, hetmana, z przedniejszemi urzędnikami i bojarami swemi i z kilką chorągwi Merzestów. A iż sam nie wyjachał, jako był według dawnych zwyczajów powinien, ja też w karocy siedząc do miasta wjachałem i z niem widzieć się nie chciałem. Skąd między nami gniew i nieprzyjaźń nastąpieła.

Wielka Legacja Wojciecha Miaskowskiego 5 martii – poniedziałek

Dziś to się imć Poseł rozpisał!

We wsi Kryniczanach nad rzeką Dzieżą, niedaleko rzeki Prutu i lasu, Sasowy Róg zwanego, na którym miejscu nieboszczyk Stefan Potocki, starosta na ów czas feliński, Konstantego, szwagra swego, syna Jeremiowego, wprowadzając na hospodarstwo wołoskie w roku 1612 od Tomsze hospodara pogromiony został i więźniem do Konstantynopola wzięty. Tamże na wysokiej górze jest mogiła usypana, która przedniejszych bojar i urzędników wołoskich, życzliwych Konstantemu i wojsku naszemu, po bitwie przegranej od tegoż Tomsze pościnanych pokryła, przyjaciół i znajomych moich, bo z rozkazania królewskiego zjeżdżałem w tymże roku do Lwowa i na to wojsko i niefortunną ekspedycyją piniądze dawałem z konstytucyjej panów wołoskich posłany. Byłem potym od K. J. Mci dla zatrzymania wojska w Podolu, ale już był z niem przeszedł Dniestr i Prut pan starosta feliński, wyżej mianowany, do Wołoch, ani się chciał wrócić nazad do Korony sic urgente et impellente fato, które i pana Golskiego, wojewodę ruskiego, z frasunku wielkiego w kilka dni w grób wpędzieło w Kamieńcu z tej przyczyny, że Potockiego jako szwagra swego w tej nieszczęsnej potrzebie posiłkować nie mógł, stanąwszy nad Dniestrem ex opposito Chocimia.

Wielka Legacja Wojciecha Miaskowskiego 1 martii – czwartek

Dziś jegomość Wojciech tak oto się nam rozpisał, a się przecię działo. Można by nawet rzec, iż iście prawdziwy zwrot akcji nastąpił 😉 :

Oddano mi list od Lupula, hospodara wołoskiego, którym oznajmuje o śmierci Amuratha, cesarza tureckiego, i nastąpieniu na państwo Imbraina Sołtana, brata rodzonego. Radził hospodar, abym się w Koronie zatrzymał, ale że mnie już na drugim noclegu w Ziemi Wołoskiej za Prutem i Dniestrem zastała ta wiadomość, nie chciałem się wrócić. Szedłem dalej (oznajmiwszy o wszytkim K. J. Mci i jm. panu krakowskiemu) drogą złą na samę rozciecz górami śliskiemi. Stanąłem we wsi Sawianie, mil cztery. Tamże i nazajutrz.

I tak też nastała przerwa wpisów jegomości posła do dnia trzeciego marca.

Wielka Legacja Wojciecha Miaskowskiego 29 februarii – środa

Jegomość Wojciech dziś także niewiele napisał, ale jutro to już będzie się działo! Swoją drogą spójrzcie jak żeśmy trafili – u nas w 2020 roku i u niego w 1640 roku, tak samo wypada rok przestępny! Tylko dni tygodnia nam się nie zgadzają 😉

Przebyliśmy Prut lodem jeszcze, ale złym i dziurawym barzo. Nocleg tamże zaraz nad Prutem we wsi Radyjowcach. Mil cztery*.

*Mila podolska = 10480 m, mila wołoska = 5853 m