Dzikie Pola idą w świat! Jacek Komuda o grze komputerowej „Hellish Quart”

Waszmość Państwo! Wziąłem udział w nagraniu Jacka Komudy opowiadającego o fabule gry komputerowej „Hellish Quart”, do której napisał scenariusz. W owym wideo twórca gry Jegomość Jakub Kisiel Kuboldem zwany wspomina także o naszej ukochanej fabularnej grze wyobraźni „Dzikich Polach: Rzeczypospolitej w ogniu”. Czy jest to szansa, aby „Dzikie Pola” ukazały się w trzeciej edycji po angielsku podbijając Amerykę? 😀

Jegmość Jacek Komuda o grze „Hellish Quart” opowiada, a ja za statystę robię 😉

Wielka Legacja Wojciecha Mias(t)kowskiego 11/13 martii – niedziela/wtorek

Przespałem nieco skupiając się na koronnej awanturze, czas zatem nadrobić dwa dni podróży jegomości Posła jednocześnie opisując.

11 martii – niedziela

Pan Romaszkiewicz, tłumacz mój, bieżał z instrukcyją moją do Multan. A ja sam nazajutrz w dzień św. Grzegorza ruszyłem się za nim z Jass po rannej mszy mimo zamek na groblą. Na Lesie Bukowinie złej drogi zażyliśmy (bo mila była góry wysokiej i przykrej) w samą rościeć, przez którą nas deszcz wielki i gęsty prowadzieł z uprzykrzeniem tak, żeśmy dwie mili tylko półosmy godziny jachali. Nocleg we wsi, Skintia zwanej.

13 martii – wtorek

Stąd do Wasłuja cugiem jednym mil cztery. Wasłuj, miasto dawne, stolica kiedyś hospodarów wołoskich bywała. Są jeszcze ruiny murów i pokojów, od Stefana hospodara nad Berładą rzeką, która idzie pod to miasteczko, murowanych. Nazajutrz we wsi Doliny nocleg mil dwie wołoskich.

Wielka Legacja Wojciecha Miaskowskiego 7 martii – środa

Posłałem do hospodara z gospody swej pana Kossakowskiego, pana Ciświckiego i pana Miastkowskiego, synowca mego, z listami K. J. Mci i jm. pana krakowskiego z opowiedzeniam przyczyny, że go sam widzieć i nawiedzić nie mogę, ponieważ mię sam w polu osobą swą nie przywitał, jako dawny zwyczaj i powinność tutecznych hospodarów niesie. Skoro to usłyszał hospodar, że u niego być nie chcę, z gniewiem i furyją skończyć mowy panu Kossakowskiemu nie dopuścieł, listów nie przyjął, podwód na progę nie pozwoleł i żywności w drodze aż do Multan dawać zakazał.

Jak widać dzieje się, akcja nabrała rumieńców!

Wielka Legacja Wojciecha Miaskowskiego 6 martii – wtorek

Ot zagapiłem się i mi dwa dni jegomości Posła uciekły, spieszę zatem nadrobić zaległości.

Ruszyłem do Jass trzy mile. Wysłał przeciwko mnie hospodar brata swego, hetmana, z przedniejszemi urzędnikami i bojarami swemi i z kilką chorągwi Merzestów. A iż sam nie wyjachał, jako był według dawnych zwyczajów powinien, ja też w karocy siedząc do miasta wjachałem i z niem widzieć się nie chciałem. Skąd między nami gniew i nieprzyjaźń nastąpieła.

Wielka Legacja Wojciecha Miaskowskiego 1 martii – czwartek

Dziś jegomość Wojciech tak oto się nam rozpisał, a się przecię działo. Można by nawet rzec, iż iście prawdziwy zwrot akcji nastąpił 😉 :

Oddano mi list od Lupula, hospodara wołoskiego, którym oznajmuje o śmierci Amuratha, cesarza tureckiego, i nastąpieniu na państwo Imbraina Sołtana, brata rodzonego. Radził hospodar, abym się w Koronie zatrzymał, ale że mnie już na drugim noclegu w Ziemi Wołoskiej za Prutem i Dniestrem zastała ta wiadomość, nie chciałem się wrócić. Szedłem dalej (oznajmiwszy o wszytkim K. J. Mci i jm. panu krakowskiemu) drogą złą na samę rozciecz górami śliskiemi. Stanąłem we wsi Sawianie, mil cztery. Tamże i nazajutrz.

I tak też nastała przerwa wpisów jegomości posła do dnia trzeciego marca.

Wielka Legacja Wojciecha Miaskowskiego 29 februarii – środa

Jegomość Wojciech dziś także niewiele napisał, ale jutro to już będzie się działo! Swoją drogą spójrzcie jak żeśmy trafili – u nas w 2020 roku i u niego w 1640 roku, tak samo wypada rok przestępny! Tylko dni tygodnia nam się nie zgadzają 😉

Przebyliśmy Prut lodem jeszcze, ale złym i dziurawym barzo. Nocleg tamże zaraz nad Prutem we wsi Radyjowcach. Mil cztery*.

*Mila podolska = 10480 m, mila wołoska = 5853 m

Dzikie Pola: Epidemia? ;)

A gdyby tak zagrać przygodę w czasach, gdy morowe powietrze zbiera swe śmiertelne żniwo, choćby w dobie straszliwego Potopu kozacko-moskiewsko-szwedzkiego? 😉

Oczywiście myśl ta mnie naszła w związku z epidemią chińską „wirusa w koronie”, na który to temat nawet zrobiłem małe rozpoznanie rynku maseczek chirurgicznych, które z Polski wyssało na chiński rynek.

trochę żart, a trochę jednak dale do myślenia

Jest też ciekawa pozycja książkowa poświęcona epidemiom w historii. Zjawisko wielce życiowe, choroby towarzyszą ludzkości wszakże od zawsze (tudzież od wygnania z biblijnego raju 😉 ). W różnych grach fabularnych w mrocznych klimatach fantasy zdarzały się epidemie, zatrute studnie i temu podobne. W science-fiction również motyw był to wykorzystywany. Zatem może i w grze historycznej tudzież historią inspirowanej wątek epidemii doda dramatyzmu rozgrywce swawolnej kompaniji.

Książka ciekawa i aż 100 funtów brytyjskich kosztująca!

		

Dzikie Pola: Kolonizacja tudzież staropolskiej przygody tworzenia ciąg dalszy

Miałem pisać jakieś podsumowanie roku, ale pal licho, po co komu kolejne rozczulanie się i rozliczanie, przejdźmy lepiej to tematyki gry fabularnej „Dzikie Pola: Rzeczpospolita w ogniu”, mam bowiem pewne świeże przemyślenia jej dotyczące, a konkretnie rozwinięcia rozgrywki o sprawy kolonizacji Dzikich Pól, poszerzania się „cywilizowanego osadnictwa” i ładu państwowego w głąb dziczy.

Jestem świeżo po lekturze podręcznika do amerykańskiej gry fabularnej „Aces & Eights”, która daje graczom szansę wczuć się w osoby żyjące na skraju cywilizacji w Ameryce Północnej w drugiej połowie XIX wieku. Jest to gra realistyczna, nie to co „Deadlands” mieszające konwencję Dzikiego Zachodu z horrorem, niemniej jednak zakłada alternatywną linię historyczną. Nie tylko przebieg wojny secesyjnej był inny niż w rzeczywistości – co sprawia, że mamy do czynienia z istnieniem zarówno USA jak i CSA (Skonfederowane Stany Ameryki). Autorzy pogrzebali przy historii trochę głębiej, przez co istnieje w uniwersum gry niepodległa Republika Teksasu, a terytorium Meksyku wciąż obejmuje Kalifornię i inne stany, jakie w rzeczywistości Meksyk utracił na rzecz USA w 1848 roku.

No i właśnie pomyślałem sobie, że w naszych rodzimych „Dzikich Polach” także możemy sobie założyć realia, które dadzą nam z jednej większe pole do prowadzenia przygód awanturniczo-ekonomicznych (czyli bohaterowie graczy budują swoje majątki na pograniczu Dzikich Pól), a jednocześnie pozwolą unikąć oczekiwania przez biegłych w wiedzy historycznej graczy wydarzeń zgodnie z linią historyczną naszej rzeczywistości.

Jest kilka możliwości alternatywnej historii, które możemy wykorzystać na potrzeby naszej rozgrywki, o których za chwilę. Najpierw jednak wspomnę, że już kiedyś Jegomość Michał Mochocki, współtworca drugiej edycji gry „Dzikie Pola: Rzeczpospolita w ogniu”, w miesięczniku Portal miał swój cykl pt. „Nowe Dzikie Pola”, później zwany „Dzikie Pola: Posesjonat”, który rozszerzał mechanikę gry właśnie o kwestie gospodarcze prowadzenia szlacheckiego folwarku. Ja w tym wpisie idę po tej lini „Posesjonata”, skupiając się jednak głównie na karierze bohaterów na terenach Ukrainy, przy jednoczesnym rozszerzeniu tematyki o postaci „nieszlacheckie”. Z drugiej zaś strony, nie mówię póki co o mechanice, która dla choćby wypasu bydła w „Aces & Eights” jest nieźle rozbudowana, ale skupiam się póki co na potencjalnych realiach, w jakich rozgrywkę można umieścić.

A zatem, po pierwsze, możemy po prostu zacząć od roku 1638, gdy po powstaniu Ostranicy i Huni zapanował „złoty pokój” – czas intesywnej kolonizacji dziewiczych rejonów Ukrainy. Kres temu okresowi położyło powstanie Chmielnickiego w 1648 roku. Tutaj zaś, można historię zmodyfikować tak, aby powstanie nie powiodło się lub do niego nie doszło, aby kolonizacja trwała dalej nieprzerwanie, a niepokoje i problemy społeczne naturalnie wciąż się nawarstwiały, tyle że już bez możliwości sprawdzenia przez graczy w podręczniku do historii co będzie za miesiąc się działo 😉

Oczywiście, po drugie, można także zaczynać po takim nieudanym powstaniu lub śmierci Chmielnickiego zduszonego przez służbę swego wroga Czaplińskiego w stepie. Można przemyśleć kilka sposobów ominięcia nieszczęścia 1648 roku, najważniejsze rzecz jasna, by zapewnić sobie warunki do prowadzenia „Dzikich Pól: Kolonizacji” zamiast „DP: Rzeczypospolitej w ogniu”.

Swoją drogą, pomimo chwytliwego podtytułu, w podręczniku nie zauważyłem tego „ognia”, nie było też „posesjonata” w duchu publikacja imć Michała Mochockiego. Ja bym raczej podsumował podręcznik gry jako „Dzikie Pola: SWAWOLNA KOMPANIA” 😉 Oczywiście ewentualna rozgrywka rozpoczynająca się od powstania Chmielnickiego i przeprowadzona przez wszystkie straszliwe wojny okresu 1648-1699 to jak najbardziej dobry, choć może zbyt monotonny „setting”, który można nazywać mianem „Rzeczypospolitej w ogniu”.

Wracając jednak do „DP: Kolonizacji”, inną opcją może być głębsze pogrzebanie w historii, żeby na przykład dalej rządzili Jagiellonowie, ale to też wymaga przemyślenia skomplikowanych kwestii unii lubelskiej i innych szczegółów. No ale właśnie szukałem sposobu jak obronną ręką wyprowadzić Rzeczpospolitą z wojny z Moskwą w latach 1660-1667 tak by nie traciła ona Lewobrzeżnej Ukrainy i można było dalej prowadzić kolonizację po okresie krwawej wojny, a właśnie nieumiejętna polityka dworu Jana Kazimierza po polskich sukcesach militarnych doprowadziła do tak haniebnego rozejmu w Andruszowie w 1667 roku, utraty Smoleńska, Kijowa i dużej części Ukrainy. I może właśnie pokombinowanie z inną sytuacją na dworze, inną linią dynastyczną, dałoby odpowiedni efekt? Tylko że zmiana historii tak głęboko, by Jagiellonowie dalej panowali w 1667 roku aż prosi się o przeniesienie rozgrywki do XVI wieku, na sam początek alternatywnej linii historycznej.

Tak czy owak, głównym celem jest tutaj uzyskanie pewnych „stabilnych” realiów rozgrywki, naszego „Dzikiego Wschodu”, na którym bohaterowie zarówno szlachty, jak również prostych Kozaków, a nawet mieszczan lub Żydów (aż się prosi o rozszerzenie „Dzikie Pola: Żydzi” ! 😉 ) chcą budować swoje nowe życie. Tutaj zaś mamy całą gamę możliwości: zakładanie swego dworu tudzież chutoru; branie ziemi w dzierżawę od wielkich posiadaczy ziemskich lub walka o zachowanie swego dzikiego kawałka ziemi w konfrontacji z magnatem (popularny konflikt na linii Kozak-magnat); służba przy przepędzaniu bydła i koni z Ukrainy hen przez Ruś Czerwoną, Małopolskę aż do Śląska (przygody iście w stylu amerykańskich kowbojów ze wspominanej dziś gry „Aces & Eights”! ); działalność handlowa, rzemieślnicza; służba u możnego pana jako ekonom, dworzanin, żołnierz; posługa duchownego, może jako orędownik unii prawosławia z papiestwem, albo może wręcz przeciwnie obrońca niezależności prawosławia, może nawet jako nauczyciel słynnego Kolegium Kijowsko-Mohylańskiego, czyli pierwszego nowoczesnego kolegium prawosławnego na modłę jezuicką utworzonego w 1632 roku w Kijowie. Naturalnie jako Kozak można sobie jeszcze spędzać czas na polowaniu, łowiectwie, połowie ryb, a od czasu do czasu na jakąś bliższą lub dalszą wojenną awanturę wybrać się z innymi mołojcami. Z resztą, zwykli rzezimieszkowie i wszelkiej maści przestępcy jak najbardziej też mogą znaleźć na Ukrainie swoje miejsce, a dobrym przyczynkiem do ich przygód może być jedna z książek w mej biblioteczce pt. „Złoczyńcy. Przestępczość w Koronie w drugiej połowie XVI i w pierwszej połowie XVII wieku”.

To dopiero początek rozważań nad tematem kierunku rozgrywki w klimacie „Dzikie Pola: Kolonizacja”. Myślę już jak lepiej dać zabłysnąć osobom realizującym się w „tradycyjnie kobiecych rolach społecznych tamtego okresu” 😉 Tak czy owak, zajrzę najpierw sobie do twórczości Jegomości Michała Mochockiego w „Portalu” sprawdzić co tam dokładnie w cyklu „Nowe Dzikie Pola”/”Dzikie Pola: Posesjonat” proponował, jak również poczytam więcej o działalności kolonizacyjnej magnaterii, powstawaniu nowych miast na Ukrainie w XVII, o życiu gospodarczym tamtego okresu itd. Póki co mam bardzo szczątkową i ogólną wiedzą na temat hodowli bydła i koni w tamtych realiach, a to może być bardzo ciekawy temat dla zarówno wprowadzenia elementów gry ekonomicznej do rozgrywki, jak również zachowania awanturniczego charakteru rozgrywki staropolsko-ruskimi „kowbojami” 😉

Manifest Wolności

Dziś po rozmowie z osobą zarządzającą pewną szkołą, którą bądź co bądź bardzo cenię, smutno mi się zrobiło jak nawet najbardziej wartościowe osoby w świecie edukacji kapitulują przed machiną państwowego wszechogarniającego, totalnego Lewiatana, by w ogóle móc działać otwarcie jako placówka oświatowa, a nie jak żołnierze wyklęci kryjący się po lasach z tajnymi kompletami partyzanckiej edukacji…

Jakże to tak, że podobno żyjemy w „wolnym kraju”, świętujęmy jakąś orwellowską rocznicę „odzyskania wolności w 1989 roku”, a ja muszę poddawać dziecko pod weryfikację komukolwiek kto sprawdza czy moje dziecko „realizuje podstawę programową”? Jak ma się nie burzyć krew wolnego człowieka stepu, gdy mu ktoś nakazuje tak a nie inaczej poddawać dziecię indoktrynacji i decydować chce o „promocji dziecka do następnej klasy” podtrzymując jakąś dziwną abstrakcyjną fikcję działającego dla naszego dobra „systemu edukacji”, podczas gdy poziom analfabetyzmu „wtórnego” i niezrozumienia czytanego tekstu w Polsce jest dziś okrutnie wysoki?? Czy ludzie potrzebują do życia Ministerstwa Dobrych Kroków, by wiedzieć jak się chodzi? To po co nam Ministerstwo Edukacji, które stoi na czele jakiegoś totalitarnego antywolnościowego systemu realnego bareizmu? (Choć ponoć w Kazmierzu Dolnym mieści się Ministerstwo Smaku 😉 )

Czemu służyć ma cała ta machina sprawdzania, odmierzania, przymuszania i udawania, skoro kto ma się nauczyć i tak się nauczy? Jeśli państwowy aparat przymusu tak bardzo chce opiekować się dziećmi naszymi, to czemu nie da nam jeno świetlic dziennych, których dokładne działanie i sposób spędzania tam czasu dzieci zostałby zdecentralizowany do najniższego możliwego poziomu?

To co winno być moim zdaniem główną ideą przyświecającą świetlicom gdzie dziecko może spędzać czas, gdy rodzic wyrabia swą pańszczyznę (ot temat do kolejnych rozważań wolnościowych!), obok zapewnienia dzieciom tyle zdrowego ruchu ile dzieci potrzebują, to nauczanie współżycia w społeczeństwie, empatii, poszanowania drugiej osoby i różnych światopoglądów, higieny, komunikacji, jak również praktycznego odnalezienia się w życiu zależnie od swoich preferencji. Bez żadnych poziomów zaawansowania liczonych promocją z klasy do klasy lub innych dziwactw socjalizmu, etatyzmu, faszyzmu ni innych totalnych systemów kontroli człowieka przez bezduszną machinę „państwa”. Oczywiście jest tutaj bardzo obszerny temat duchowego zniewolenia niektórych rodziców, którzy chcą i pragną, by ich pociechy były tresowane nawet bardziej niż przewiduje ustawa. No coż, wolność Tomku w swoim domku, memu dziecku dajcie sąsiedzi drodzy być sobą, a szanować Waszą odmienność będzie ono niechybnie! Niechaj sobie jedni ludzie otwierają świetlice tresujące dziatki jak Lewiatan, a inni sobie zrobią demokratyczne szkoły po swojemu.

Tak jak wolni i niezłomni ludzie Dzikich Pól stawiali opór Lewiatanowi wkraczającego w ich wolność na pograniczu natury i „cywilizacji”, tak też ja otwarcie zgłaszam swój sprzeciw wobec szaleństwa „systemu” i nie pozwolę by jacyś ślepcy próbowali być moim przewodnikiem, bo jak głoszą słowa klasyka „jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną” i „kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”. Kozacka Brać, prowadźmy tabor na Ministerstwo Edukacji Narodowej, by wyzwolić naszych nauczycieli z okowów niewolących procedur i przepisów 😉