Francuskich wojaży opisanie VIII/2019

Ostatni dzień sierpnia, to trzeba przysiąść dokończyć relację z przygód miesiąca tegoż. Poprzedni raz zabrałem się jako tako za pisanie trzy tygodnie temu we Francji. Chciałem napisać “usiadłem do pisania”, ale przecież klęczałem wtedy oparty o łóżko w hotelu 😉

I przyznać się muszę bez bicia, że zawsze ociągam się z napisaniem czegoś, jakby to była rzecz wymagająca niezwykłego namaszczenia i specjalnych warunków, ciszy, spokoju, ładnej pogody… Różne rzeczy wymyślałem, ale dość już! W tej Francji dałem radę pisać nawet przy dziecku oglądającym bajki po francusku, a do tego na klęczkach (może to akurat jest nabożne i z namaszczeniem potraktowanie pisania? 😉 ).

Miałem wielce ambitny plan pojechać jeszcze w lipcu na Ukrainę, w rejon historycznych Dzikich Pól oraz wiele innych miejsc znanych z historii Rzeczypospolitej, literatury pięknej i w ogóle historii naszej części Europy. Umówiłem się wstępnie na kilka spoktań z rekonstruktorami historycznymi, dyrektorem muzeum, twórcami gry paragrafowej o Kozakach na Androida oraz jednym politykiem. Wszystko jednak odkładałem, bo ciągle coś kombinowałem przy samochodzie, naprawiałem, poprawiałem, podłączałem instalację LPG, znowu naprawiałem błędy powstałem w wyniku dołożenia tej instalacji i w końcu nie pojechałem.

Odłożyłem wyjazd na trochę później, a wpadł za to nowy pomysł, by zdobyć więcej sławy, zasięgu oraz przede wszystkim stworzyć ciekawy materiał na blog. Doktor Radosław Sikora szukał bowiem osoby, która zrealizowałaby relację wideo z wyprawy polskiej delegacji rekonstruktorów historycznych na imprezę w Lermie w Hiszpanii w klimacie XVII wieku – poselstwo króla polskiego do króla Hiszpanii! Zgłosiłem się na ochotnika, pragnienie przygody i awanturnicza swawolna dusza przytłumiły rozsądek, zlekceważyłem wciąż nie do końca pewną sytuację z autem i pojechałem do Hiszpanii. Nie dość, że niedokładnie wyliczyłem sobie koszty wynikające z paliwa i autostrad francuskich, do tego opóźniłem jeszcze się o kilka godzin szukając na ostatnią chwilę przejściówek do tankowania LPG w Niemczech (choć okazało się, że dałoby radę i bez tych przejściówek), to 2 sierpnia po przejechaniu 2000 kilometrów trafiłem na najgorsze w ciągu całego roku korki na trasie przelotowej przez Bordeaux, czyli pierwszy piątek sierpnia zwany „czarnym piątkiem”, gdy wielka część Francuzów rusza na urlop. No i moje auto nie podołało, w gorącej temperaturze w bezruchu po prostu mi zgasło, nie chciało odpalić… Zostałem sholowany przez pomoc drogową, zapłaciłem trochę za to (zabrałem się w drogę nawet nie upewniwszy się co do posiadania usługi Assistance! Nie wiem jak to się stało, ale nie miałem tego pomimo posiadania rok wcześniej…). Potem na chłodniejszym silniku udało się odpalić i odjechać, ale problemy z autem nie minęły, zdarzało mu się gasnąć, przejeżdzało od 15 minut do godziny, rozgrzane nie odpalało, oj nie popisałem się kierując się mą ułańską fantazją! Nauczkę swoją odebrałem, a pomocni właściciele winiarni i domu na wynajem dla turystów nie dość, że nakarmili mnie i me dziecko przy rodzinnym obiedzie, to jeszcze wskazali gdzie szukać mogę mechanika. Tak trafiłem w końcu do hotelu Ibis Budget w mieście Bergerac („berżerak” po naszemu, albo „brazeira” jeśli wersja ma być oksytańska 😉 ) gdzie wielką pomoc okazała mi pracująca tam Polka! Dzięki wielkie dla Wiolety rodem z Gdyni! Akurat była na zmianie, gdy przyjechaliśmy, Chwała Bogu 😀 Pomogła mi doradzając, dzwoniąc do mechaników w tygodniu, wskazując miejsca na planie miasta, dając kontakt do kilku osób. Pomogły mi też osoby z grup na Facebook Polacy we Francji i Polacy w Bordeaux. Wielkie dzięki dla wszystkich za pomoc!

Miałem trochę doła, idąc w końcu na stare miasto Bergerac nie przebrałem się w mój historyczny strój jak miałem wcześniej w planie, żeby się pokazać obok pomnika lokalnego bohatera Cirano de Bergerac (bohater historyczny, literacki oraz filmowy odegrany nawet przez słynnego „Rosjanina” „Żerarda Depardie” vel Obelixa 😉 ). Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę jak znana jest to postać literacka, w polskim Teatrze Telewizji odegrana przez Piotra Fronczewskiego.

Link do polskiej adaptacji sztuki „Cyrano De Bergerac” z 1980 roku

Wtedy też na starym mieście Bergerac taka niespodzianka mnie spotkała! Występ lokalnej grupy folkowej Les Abeilles Bergeracoises w strojach regionalnych! Gdbym tańcował z nimi w moim stroju Prusaka to by dopiero była atrakcja! No ale nic to, i tak było fajnie. Kilka osób znało wśród tych osób język oksytański wyparty niemal zupełnie przez przybyłą z północy i narzuconą przez aparat państwowy francuszczyznę. Mi się jednak oksytański bardziej podoba niż paryska mowa, skoro już tu trafiłem, to może jakiś separatystyczny ruch Królestwa Wizygotów założę z tymi dziadkami, jakąś Sicz Wizygotów, a mnie obiorą atamanem koszowym ;). Podniesiony na duchu następnego dnia wróciłem na Stare Miasto w przebraniu Prusaka budząc pewne zainteresowanie turystów i mieszkańców Brazeirac. Uprzedzony przez Wioletę nie pokazywałem się z mą szablą, bo podobno we Francji broni białej nie można sobie tak swobodnie jak w Polsce posiadać i się z nią obnosić…

No właśnie, ale przecież mój blog nazywa się Dzikie Pola, a nie Dzika Akwitania, a ja zawędrowałem zupełnie w inną stronę Europy. No cóż, ta wyprawa i jej nieoczekiwany obrót dużo mnie nauczyły, między innymi o moim podejściu do planowania ostatnimi laty oraz o ostrożności finansowej. Lekcję swoją odebrałem, sądzę, że dobrze zapadnie mi w pamięć… Gdy jeden mechanik nazwał mnie nieodpowiedzialną osobą, by jechać takim starym autem w tak daleką wyprawę do Francji, nie sposób było się z nim nie zgodzić. Sierpień, czas urlopów mechaników (i wielu innych), zlekceważenie ubezpieczenia auta na awarię za granicą, a do tego nieznajomość francuskiej sytuacji motoryzacyjnej-nieprzystosowanie większości serwisów do tak starych aut jak moje (1998) – nie mają przejściówek na taki stary typ komputera samochodowego jak mój… Choć może jeszcze starsze auto byłoby lepsze – wtedy bez komputera (prawie) każda awaria to prosta sprawa mechaniczna. Toyota Camry na przykład – tak słyszałem. Ponadto, bardzo mało salonów obsługuje auta z instalacją LPG, podobno warsztat samochodowy musi mieć specjalne pozwolenie, by w ogóle dotykać się auta z LPG, a do tego nie jest popularne robić sobie takie przeróbki. Francuzi bogaci są najwyraźniej, wolą tankować benzynę w cenie 1,5 euro za litr zamiat LPG w cenie 0,8 eur… A na autostradzie LPG dochodzi do ceny 1 euro za litr! Ot o taką wiedzę jestem mądrzejszy dzięki zamiłowaniu do historii staropolskiej…

Dowiedziałem się dzięki tej przygodzie więcej o samochodach, ich naprawach, o Polonii we Francji, o samej Francji, a także o wożeniu aut lawetami, zakupach samochodów za granicą, a do tego odwiedziłem afgański bar ćwicząc swój perski język – zawsze jakieś pozytywy (tak się oszukuję 😉 ). No ale ani na rekonstrukcję historyczną do Lermy, ani do Gniewu, się nie załapałem. Krótko mówiąc pechowy ten rok był do tej pory jeśli chodzi o to moje hobby historyczne, co wyraziła „pani ze sklepiku” w Chateau Fort de Roquetaillade (vide mój kanał YouTube) francuskim terminem „pas de chance”… Akurat z tego spotkania z Afgańczykami to się chyba najbardziej ucieszyłem, bo najbardziej swojsko się z nimi czułem – Afgańczycy ludzie to elastyczni, o 22 w nocy chcieli by ogarniać mechanika Afgańczyka, ale nie miał on komputera do sprawdzenia mojego auta. W ogóle mówił mi szef tego baru, że afgański mechanik o pierwszej lub drugiej w nocy wstanie pomóc jak jest potrzeba. Z takimi ludźmi czuję się równie swojsko jak na Bałkanach – tam w wakacje 2017 roku też od ręki mi napriawiali auto mechanicy kumple mego przyjaciela. Krótko mówiąc do zachodniej Europy lepiej wybierać się samolotem lub innymi środkami transportu grupowego, a na miejscu ewentualnie wynając sobie auto, albo jeszcze lepiej iść pieszo (jak pewna Szwajcarka jaką spotkałem z 2 psami obok Elbląga 2 tygodnie temu) lub rowerem (jak mój gospodarz z Couchsufing Jean z Langon, który przez pół roku jeździł po Europie rowerem odwiedzając także Polskę) – po torturowaniu kręgosłupa wielogodzinną jazdą doceniam naturalne sposoby podróżowania pozwalające kręgosłupowi działać tak jak powinien.

Tak czy owak, udało mi się wreszcie wrócić do Polski. Dziękuję bardzo wszystkim osobom, które poprzez zbiórkę https://zrzutka.pl/hckm5u wsparły mój powrót do Polski. 10 sierpnia o godz. 15 wsiedliśmy do busa i załadowaliśmy auto na lawetę jadącą za busem, by 12 sierpnia o godz. 4:30 rano dotrzeć do Warszawy zostawiając auto na kilka dni na parkingu obok Ikei Targówek, samemu dwie godziny później jadąc do Elbląga z kierowcą poznanym porzez BlaBlaCar. Te ponad 40 godzin powrotnej podróży minęło szybciej niż podróż do Francji – oto kolejna zaleta bycia pasażerem, a nie kierowcą. W busie odpowiedzalną pracę przywiezienia nas do domu wykonywało dwóch kierowców z Polski śpiących na zmianę w tymże pojeździe.

No cóż, pozostaje mi teraz jeszcze zmontować filmy z wyprawy. Kręcenie materiałów wideo jest jednak bardziej pracochłonne niż myślałem zanim się za to zabrałem. Choć może samo nagrywanie nie jest aż tak pracochłonne jak montowanie materiału, by wyszło zeń coś ciekawego. Obym w nowym roku szkolnym, gdy szkoła przejmie dużą część mej opieki nad uczęszczającą do szkoły córką, miał więcej czasu na systematyczne blogowanie 🙂

Tutaj jeszcze przypomnę link do mego pierwszego nagrania wideo z wyprawy do Francji na zamek z filmu „Fantomas kontra Scotland Yard”.

Podobno ciekawy filmik mi się udał, a że krótki, to tym bardziej warto obejrzeć 😉

To tyle w tym sierpniowym podsumowującym letnie przygody numerze tytułu prasowego DzikiePola.com. Do zobaczenia i usłyszenia we wrześniu!

Dodaj komentarz