XI Targi Gry i Zabawa, czyli o „opłacalności Dzikich Pól” słów kilka…

W dniach 23-24 grudnia 2019 roku odwiedziłem Targi Gra i Zabawa, gdzie miałem przyjemność porozmawiać ze współautorem drugiej edycji „Dzikich Pól: Rzeczypospolitej w ogniu” Arturem Machlowskim. Zapraszam zatem na relację z naszej rozmowy okraszoną kilkoma zdjęciami ze stoiska firmy Cobi, Jegomość Artur służy bowiem teraz na dworze tej zacnej kompaniji jako oficyjer wysokiego szczebla zwany z zagraniczna mianem „Brand Manager” 😉 Z resztą jemu tom podkupił domenę DzikiePola.com, ale po cóż miałby trzymać kilka srok za jeden ogon 😉


Jegomość Artur ARTUT Machlowski niczem hetman wielki koronny
komenderujący pancernemi hufcami

I cóż rzekł Jegmość Artur? A no to, że uwielbia klimat Dzikich Pól i Rzeczypospolitej szlacheckiej, że grywa czasami w „Dzikie Pola”, ale nie jest to dlań opłacalna tematyka. Dlatego też w firmie Cobi zajmują się modelami z drugiej wojny światowej, a nie modelami husarii. I tak jak wielce by chciał Jegomość Artur zobaczyć husarię spod sztandaru Cobi, to w tym samym czasie zamiast koników i jeźdzców z kopiami fabryka wyprodukuje modele czołgów niemieckich Tygrys, które zejdą w dwadzieścia razy większym nakładzie niż zeszłaby najwspanialsza formacja kawaleryjska w dziejach ludzkości!

Choć nie husaria, toć wciąż zacna jazda

Zrozumiała zatem jest w pełni polityka firmy Cobi, której fabryka pracuje już i tak pełną parą, fani ich klocków z najdalszych zakątków świata wyczekują nowych modeli czołgów, samolotów, czy okrętów wojennych. Niebawem zwiększyć się mają o 30% moce produkcyjne fabryki klocków, tak dobrze im bowiem idzie interes! A ja prowadząc niesystematycznie blog ten hobbystyczny klepię biedę niczem szarak jakowyś, zamiast jak kniaź klockowy zająć się czymś intratniejszym. Choć w sumie, przecież dla złociszy pozyskania zacząłem się zajmować projektem z dziedziny robotyki z Kitajcami za pan brat 😉

Hufce pancerne wroga budzą podziw

Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak jeno błogosławić i życzyć wszelkiej pomyślności polskiej marce Cobi. Niechaj rosną w siłę, a Jegomości Arturowi żyje się dostatnie! Obyś zbił Mości Arturze magnacką fortunę na klockach, a za zgromadzone złocisze wypuścił kiedyś serię klocków z husarzami, pohańcami, mołojcami i inszemi pludrakami ku uciesze dzieci, jakoż i ojców ich po wsze czasy dziecinnych 😉

Pojrzyj dziewczę na tę lufę, ać ja pobrusza

XI Sarmatów bracia Persowie

Odniosę się poniżej do filmu, którego obejrzenie Waszej Miłości sugeruję, zanim do słowa mego pisanego przejdziesz poniżej 😉

Przyjaźń brzmi pięknie, ale opisie filmu to nieźle pojechali z ty m nazizmem…

Piszę o tym filmie, bo szczerze mówiąc w listopadzie nie nagrałem nic swojego, a lubię kontrowersje wszelakie. Tak się złożyło, że trafiłem akurat na dość świeży temat relacji polsko-irańskich w kontekście finansowych roszczeń żydowskich wobec Rzeczypospolitej Polskiej, więc wtrące swoje trzy grosze 😉

Co Polacy wiedzą o Iranie? Kraj ten jest w Polsce dużo mniej znany niż Polska w Iranie. Wiele osób powie brzydko, że to jakieś „ciapaki”, „araby” itp., a to przecież kraj starożytnej cywilizacji, którą fascynowała się szlachta polska, czująca z Iranem z resztą pokrewieństwo – toć Sarmaci i Persowie z jednego pnia wyszli i ze sobą sąsiadowali w zamierzchłej przeszłości! Ze względu jednak na politykę czasów najnowszych, na rewolucję przeprowadzoną przeciwko władzy irańskiego szacha (króla) w latach siedemdziesiątych i związaną z tym izolacją Iranu przez USA na arenie międzynarodowej, Polacy tak mało wiedzą o tym dużym i starożytnym państwie gdzieś między Irakiem a Afganistanem. Żeby krótko zaś scharakteryzować ten kraj, można określić go słowami mego kolegi ze studiów, który tam często bywa: Iran to taki Pe-eR-eL z filmów Barei, tylko że w muzułmańsko-socjalistycznej konwencji 😉

Ludzie z Iranu są rzeczywiście Polakom przyjaźni, są gościnni dla turystów z Polski jak nasze babcie i prabacie dla swoich wnucząt (zjedz mięso, zostaw ziemniaki!), a władza jest jednak bądź co bądź trochę mniej zamordystycznie muzułmańska niż Arabia Saudyjska, która tym się różni od Iranu (oprócz kwestii różnic teologicznych sunnizm/szyizm), że zamordyzm religijny Saudów jest monarchistyczny, a w Iranie jest bardziej socjalistyczno-bareistyczny. Co jeszcze jest ważne, a ważniejsze od różnic religijnych między nimi, to że Saudowie są sojusznikiem USA, a zatem także Izraela, czyli Polski bądź co bądź również, natomiast Iran jest ich przeciwnikiem, bardzo z resztą asertywnym w polityce zagraniczej. Swoją drogą, czy wiesz Drogi Czytelniku, że książęta z Arabii Saudyjskiej uczęszczają na polską uczelnię wojskową we Wrocławiu? 🙂 https://wiadomosci.wp.pl/ksiazeta-z-arabii-saudyjskiej-szkola-sie-w-polsce-na-zolnierzy-6302294954444929a

Natomiast użycie terminu „nazizm” w opisie filmu jest, uważam, nie na miejscu. Pamiętajmy, że choć pokazani są w filmie „zwykli Irańczycy”, z pewnością stoi za nimi współczesny interes polityczny i chęć przeciągnięcia emocji Polaków na swą stronę, zwrócenie Polaków przeciwko Izraelowi. Oczywiście można mieć dużo uwag co do działania Izraelczyków wobec ludności arabskiej i ich polityki zagranicznej, ale są uważam pewne granice, których przekroczenie, tak jak użycie słowa „nazizm”, powoduje skreślenie rozmówcy z poważnej dyskusji. Najlepiej po prostu nie stawać po żadnej ze stron w dzisiejszym rywalizacji Izrael-Iran.

A co do wspomnianej w filmie pomocy udzielonej Polakom przez Iran w latach drugiej wojny światowej, to pamiętajmy, że wielu było polskich Żydów pośród Polaków, którzy uszli z generałem Andersem z sowieckiej ziemi, by potem podczas pobytu Andersa w Palestynie pozostać tam (zdezerterować z polskiego korpusu) dla budowy państwa żydowskiego. Ale czy to coś właścwie zmienia? Czy wdzięczność w ogóle coś znaczy w polityce? No właśnie wdzięczność nic nie znaczy, ale często jest używana jako narzędzie oddziaływania na emocje prostych mas. Tym, co się liczy, jest aktualny interes – włodarze Izraela bardzo dobrze to rozumieją.

O czym też nie można zapominać, to że Iran z 1942 roku, który pomagał Polakom i Żydom, nie był tym samym rewolucyjnym muzułmańskim „PRL”, który rywalizuje dziś z Izraelem i Arabią Saudyjską wysyłając drony do atakowania rafinerii naftowych przeciwnika. https://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/607703,arabia-sudyjska-atak-drony-rafineria-koncern-aramco.html

W 1942 roku wciąż panowała w Iranie monarchia, a religia muzułmańska słabła, społeczeństwo robiło się coraz bardziej świeckie i kosmopolityczne. Co ma to wspólnego z dzisiejszą rządzącą ideologią Iranu? 1942 i 2019, to dwa różne oblicza Iranu. Dziś Iran ma tak samo za uszami jak Izrael, a jednocześnie z Persami i Żydami Polaków łączą wielowiekowe relacje. Z Żydami może bardziej skomplikowane, ale przecież ci żyli obok Polaków na jednej ziemi przez stulecia, a z Persami nasi przodkowie rozeszli się w różne strony świata zapewne tysiące lat temu. Z resztą, to że istnieje Państwo Izraela tam, między Morzem Śródziemnym a rzeką Jordan, jest także zasługą Polski, która aktywnie wspierała i szkoliła żydowskich bojowników jadących do Palestyny wykroić sobie własne państwo.

Wiele wspólnych prastarych tradycji łączy nas potomków Sarmatów i dzisiejszych Irańczyków, choćby obyczaje wielkanocne, wywodzące się ze święta wiosennej równonocy będącej po dziś dzień Nowym Rokiem dla Irańczyków. Podobieństwa mają też Polacy z Kurdami, ale przecież jeszcze większe z poczciwymi Białorusinami, ale jak się zastanowić, to także z Ukraińcami, Rosjanami, dzisiejszymi Litwiami, czy nawet Niemcami… No i jakoś ta bliskość obyczajów, religii i kultur między Polakami a sąsiadami nie przeszkadzała w toczeniu krwawych wojen między sobą, z Iranem mieliśmy po prostu to szczęście, że na wojowanie z nimi było zbyt daleko 😉

Tak czy owak, dobrze jest poszerzać horyzonty, a interesując się pierwszą Rzeczpospolitą, warto zwrócić uwagę na jej relacje nie tylko z Imperium Osmańskim, ale także z Iranem, który zwie wciąż Polskę prastarym mianem „Lachestan”, a jego perska mowa ma bardzo dużo współnego z polszczyzną (niektóre północirańskie języki nawet więcej mają tych podobieństw niż perski, a jeszcze bardziej szokują związki ze starożytnym językiem awestyjskim).

XI Manifest Wolności

Dziś po rozmowie z osobą zarządzającą pewną szkołą, którą bądź co bądź bardzo cenię, smutno mi się zrobiło jak nawet najbardziej wartościowe osoby w świecie edukacji kapitulują przed machiną państwowego wszechogarniającego, totalnego Lewiatana, by w ogóle móc działać otwarcie jako placówka oświatowa, a nie jak żołnierze wyklęci kryjący się po lasach z tajnymi kompletami partyzanckiej edukacji…

Jakże to tak, że podobno żyjemy w „wolnym kraju”, świętujęmy jakąś orwellowską rocznicę „odzyskania wolności w 1989 roku”, a ja muszę poddawać dziecko pod weryfikację komukolwiek kto sprawdza czy moje dziecko „realizuje podstawę programową”? Jak ma się nie burzyć krew wolnego człowieka stepu, gdy mu ktoś nakazuje tak a nie inaczej poddawać dziecię indoktrynacji i decydować chce o „promocji dziecka do następnej klasy” podtrzymując jakąś dziwną abstrakcyjną fikcję działającego dla naszego dobra „systemu edukacji”, podczas gdy poziom analfabetyzmu „wtórnego” i niezrozumienia czytanego tekstu w Polsce jest dziś okrutnie wysoki?? Czy ludzie potrzebują do życia Ministerstwa Dobrych Kroków, by wiedzieć jak się chodzi? To po co nam Ministerstwo Edukacji, które stoi na czele jakiegoś totalitarnego antywolnościowego systemu realnego bareizmu? (Choć ponoć w Kazmierzu Dolnym mieści się Ministerstwo Smaku 😉 )

Czemu służyć ma cała ta machina sprawdzania, odmierzania, przymuszania i udawania, skoro kto ma się nauczyć i tak się nauczy? Jeśli państwowy aparat przymusu tak bardzo chce opiekować się dziećmi naszymi, to czemu nie da nam jeno świetlic dziennych, których dokładne działanie i sposób spędzania tam czasu dzieci zostałby zdecentralizowany do najniższego możliwego poziomu?

To co winno być moim zdaniem główną ideą przyświecającą świetlicom gdzie dziecko może spędzać czas, gdy rodzic wyrabia swą pańszczyznę (ot temat do kolejnych rozważań wolnościowych!), obok zapewnienia dzieciom tyle zdrowego ruchu ile dzieci potrzebują, to nauczanie współżycia w społeczeństwie, empatii, poszanowania drugiej osoby i różnych światopoglądów, higieny, komunikacji, jak również praktycznego odnalezienia się w życiu zależnie od swoich preferencji. Bez żadnych poziomów zaawansowania liczonych promocją z klasy do klasy lub innych dziwactw socjalizmu, etatyzmu, faszyzmu ni innych totalnych systemów kontroli człowieka przez bezduszną machinę „państwa”. Oczywiście jest tutaj bardzo obszerny temat duchowego zniewolenia niektórych rodziców, którzy chcą i pragną, by ich pociechy były tresowane nawet bardziej niż przewiduje ustawa. No coż, wolność Tomku w swoim domku, memu dziecku dajcie sąsiedzi drodzy być sobą, a szanować Waszą odmienność będzie ono niechybnie! Niechaj sobie jedni ludzie otwierają świetlice tresujące dziatki jak Lewiatan, a inni sobie zrobią demokratyczne szkoły po swojemu.

Tak jak wolni i niezłomni ludzie Dzikich Pól stawiali opór Lewiatanowi wkraczającego w ich wolność na pograniczu natury i „cywilizacji”, tak też ja otwarcie zgłaszam swój sprzeciw wobec szaleństwa „systemu” i nie pozwolę by jacyś ślepcy próbowali być moim przewodnikiem, bo jak głoszą słowa klasyka „jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną” i „kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”. Kozacka Brać, prowadźmy tabor na Ministerstwo Edukacji Narodowej, by wyzwolić naszych nauczycieli z okowów niewolących procedur i przepisów 😉