Konne łucznictwo wciąż żywe VI/2019

W najnowszej odsłonie bloga jako miesięcznika wywiad z treneriem jeździectwa i konnego łucznictwa Markiem Danowskim. Aby zrealizować materiał dwukrotnie odwiedziałem Marka w jego podolsztyńskim gospodarstwie, bowiem pierwszego razu ulewa sroga nie pozwoliła zrealizować nam relacji z udziałem koni. Teraz zaś pod presją czasu wrzucam część pierwszą relacji, czyli wywiad z trenerem Markiem oraz kilka zdjęć zapowiadających nadchodzącą lada dzień część drugą. Spieszyłem z publikacją tego wpisu nie tylko z obligacji jakie nakłada na mnie status miesięcznika, ale również dlatego, że dziś są Marka urodziny! Wszystkiego najlepszego Waszmość Panie! Niech się szczęści, sukcesów w zawodach i wszelakiej pomyślności!

Zapraszam serdecznie do polubienia filmu, zostawienia komentarza oraz subskrybowania mojego nowego kanału na YouTube. Linki do profilu drużyny sportowej Marka oraz rodzinnej agroturystyki poniżej.

Kanał Dzikie Pola LOCA DESERTA na YouTube!
Czy te oczy mogą kłamać?
Tor do konnego łucznictwa
Bajeczny domek w agroturystyce u rodziny Marka, Nokia 7.1 ma potencjał

https://www.facebook.com/bachmat.BHA/

http://chatawarminska.pl/

Przygody staropolskiej tworzenie cz. 2

W poprzednim poście na temat tworzenia przygód do fabularnej gry wyobraźni Dzikie Pola (oraz do innych podobnych gier jak również do filmów, komiksów, literatury pięknej itd.) poruszyłem tematykę bardzo ogólną, można by nawet rzecz, iż filozoficzą, dotykającą kwestię istoty jestestwa gracza jako człowieka i tego jakiej rozrywki wobec tego kim jest oczekuje. Może było to czasami zbyt górnolotne, ale nic to! Do sprawy pewnie jeszcze powrócę, bo na Pyrkonie zainspirował mnie Ignacy Trzewiczek mówiąc, że słaby z niego gracz, a mnie wówczas olśniło, że zapewne to tylko kwestia niedopasowanego do jego osobowości charakteru rozgrywki! Tym razem jednak podchodzimy do sprawy bardziej konkretnie. Idąc za przykładem innych fabularnych gier wyobraźni, chciałbym zwrócić uwagę na kilka różnych klimatów w jakich gra może być prowdzona. W Neuroshimie spotykamy się o ile dobrze pamiętam z czterema typami nastroju (rdza, chrom i co tam jeszcze?), a w takim Sengoku RPG gra sugeruje nam trzy różne poziomy realizmu: bardzo dalekie od rzeczywistości, pełne magii i japońskiego ducha epickości ANIME, bohaterskie przez duże „B” w stylu filmów np. Kurosawa Akiry CHANBARA oraz po prostu historyczny – najmniej epicki. Wymienione trzy poziomy oprócz inngo stylu rozgrywki zakładają także rzecz jasna różne poziomy punktów wydawanych na tworzenie postaci gracza. Warto także zwrócić uwagę na styl rozgrywki w Siódmym Morzu (7th Sea), w którym gra z definicji toczy się na wysoce epickim filmowo-hollywoodzko-awanturniczym poziomie, trochę podobnie do rozgrywki w stylu CHANBARA we wspomnianym wyżej Sengoku RPG.

Ja zaś zaproponuję na wstępie iście epicką rozgrywkę NA BOGATO tudzież HUSARIA!! Swego czasu imć Karol zapytał jaką przygodę polecam początkującym graczom. Autorzy gry Dzikie Pola: Rzeczpospolita w ogniu generalnie nie są tak skorzy, by pozwalać graczom tak po prostu wybrać sobie postać husarza, jak również skłaniają się głównie do wcielenia się graczy w postaci biedniejszych panów braci, czyli jakowejś hołoty, albo drobnych szlachciców z wielodzietnych rodzin, którzy ruszają na gościniec w poszukiwaniu lepszego życia i przygód wszelakich. A ja na przekór proponuję HUSARSKĄ EPICKOŚĆ!

Niechaj się wcielą gracze od razu w towarzyszy husarskich, którzy na wojenną wyprawę podążają! A najlepiej w osoby do jednego pocztu należące. Co więcej, niechaj osoba najmniej doświadczona w fabularnych grach wyobraźni, tudzież najmniej obeznana z tą konkretną grą osadzoną w realiach dawnej Rzeczypospolitej, wcieli się w rolę towarzysza husarskiego z bardzo zamożnego rodu. Niechaj poczet będzie na bogato (vide opis pocztu husarskiego Marka Łahodowskiego, w: R. Sikora, Husaria. Duma polskiego oręża, Kraków 2019)! Niechaj się gracze nie martwią w ogóle o pieniądze i żyją iście po pańsku! Niechaj poczet będzie wystawiony przez zamożnego potężnego ojca swemu lekkomyślnemu próżnemu synowi, który wdawał się będzie w różne spory z innymi towarzyszami, a nawet oficerami tudzież wielkimi panami! Bardziej doświadczeni gracze niech wcielą się w role dwóch lub nawet trzech pocztowych tegoż wielkiego pana, przy większej kompaniji mogą pełnić także rolę innych członków służby w poczcie jako pacholiki, ciury, albo i kobiety w pocztach u szlachty takoż obecne.

Oczywiście najlepiej, jeśli nie wszyscy uczestnicy rozgrywki czytali podręcznik główny do fabularnej gry wyobraźni Dzikie Pola: Rzeczpospolita w ogniu, to niech się wszyscy zapoznają z pozycją autorstwa Radosława Sikory Husaria. Duma polskiego oręża!

I niechaj sobie gracze ze Starostą Gry ustalą jakąś kampanię wojenną, w której udział wziąć mają ich bohaterowie. Jako wielce epicką, oddziałującą na wyobraźnię „początkującego” dzikipolowca, polecam wyprawę 1683 roku na odsiecz wiedeńską. Oczywiście dobrze, aby się Starosta Gry przygotował jakoweś księgi na temat tejże wyprawy przeczytawszy. I niech się dzieje! Niech się w drodze z towarszyszami z chorągwi zwadzą nie raz, niech sami wymyślają jakoweś figle, jakie z nudów wyprawiają. Na ziemi Habsburgów takoż z niemiecką szlachtą wojsk sprzymierzonych wielki pan towarzysz niech sie wdaje, a jego pocztowi niechaj chronią swego towarzysza jak im polecił jego ojciec, który swym sumptem poczet ów wystawił. Niech bitwa pod Wiedniem będzie wielce epicką kulminacją, po której nastąpi swawola w mieście Wiedniu, a potem ciąg dalszy kampanii przeciwko Osmanom, choćby bitwa pod Parkanami. Ktoś uratował króla Jana III Sobieskiego, który przez swą nieostrożność omal nie wpadł w ręce wroga, czemuż nie mieliby to być nasi bohaterowie?

Co więcej, może nasi przebojowi bohaterowie otrzymają propozycję pozostania na służbie cesarza, by walkę przeciwko Osmanon na Węgrzech i dalej na Bałkanach kontynuować? Może wyjść z tego wielka epicka wojenno-obyczajowa kampania, jeno trzeba doczytać co nieco o wojnach Świętego Cesarstwa Rzymskiego z Imperium Osmańskim i zapoznać się z nastrojem osmańskich Bałkanów, by podróż tam wryła się w pamięć bohaterów równie głęboko jak wycieczki do Bośni i Hercegowiny w moją 🙂

I na tym jednym epickim husarskim pomyśle na rozgrywkę kończę część drugą cyklu. Zdaję sobie sprawę, iż wojenne wyprawy bardziej pasują do postaci męskich (albo idąc za nowomową gender do męskiej płci kulturowej i tradycyjnie przypisywanych jej ról 😉 ), ale mam także pomysły na obyczajowe przygody, gdzie kobiety grają główną rolę. Póki co postać niewieścia do pocztu należąca, by się nie nudzić w momencie toczenia bitwy, może się pod pocztowego husarskiego w naszej kampanii podszywać i w boju brać udział, jak jakaś Mulan dajmy na to 😉 Do usłyszenia w kolejnej odsłonie!

Blog jako miesięcznik plus Vlog

Witam serdecznie w pierwszej odsłonie bloga jako miesięcznika (numer maj/2019). W dniu 18 marca złożyłem w sądzie okręgowym w Elblągu wniosek o zarejestrowanie bloga jako tytułu prasowego. Sąd nie odpisał mi w przeciągu trzydziestu dni, więc podobno mogę już jako jako tytuł prasowy występować, choć oczywiście jeszcze sprawę zbadam w sądzie, by wszelkie wątpliwości rozwiać.

Jako że blog do uzyskania praw tytułu prasowego winien zawierać również treść utrwaloną w formie wizji lub fonii, to zmotywowałem się do spróbowania się ze sztuką vlogowania (wcale nie taką łatwą jak się okazuje!). Nagrałem swoje pierwsze podejście trzeciego maja podczas leśnego spaceru, a ze względu na datę, skomentowałem na wstępie kwestię obchodów Święta Konstytucji Trzeciego Maja. Jak skomentował żartobliwie Dwór Hulaszczego Sarmaty, wyglądam na filmie jak zbój z lasu, ale przewrotnie mogę odpowiedzieć, że przecież nie kto inny jak właśnie hultaje kryjący się po zaroślach do Dzikich Pól pasują jak ulał 😉 Choć w garniturze pokazać się w kolejnych odsłonach również nie omieszkam!

Nie przedłużając już wstępu, zapraszam do oglądania i komentowania. Ciekaw jestem wszelkich opinii i porad na przyszłość.

Uśmiechnięty zbój z lasu zaprasza na Dzikie Pola!

Przygody staropolskiej tworzenie cz. 1

Jegomość Witold zadał dni temu kilka pytanie czy spodziewać się można będzie scenariuszy pisanych typowo pod „Dzikie Pola” na mym blogu. Podejmuję zatem ten temat, bowiem wielce lubię tworzyć historie „dzikopolowe”, a jeszcze bardziej niż tworzyć „scenariusz”, lubię inspirować me towarzystwo zwane „graczami”, by wykreowali nietuzinkową drużynę bohaterów zwanych niekiedy „Swawolną Kompaniją”, a wówczas ciekawa historia wyłoni się sama z synergii losów ich postaci i mojej z nimi współpracy.

Dobrze zdaję sobie sprawę, że część osób blogiem mym zainteresowanych, z rozrywką ową zawoalowaną pod mianem „gier fabularnych” tudzież „gier wyobraźni” kontaktu żadnego nie miała, dla nich też po krótce wytłumaczenie zamieszczę nim dalej przejdę.

„Fabularne gry wyobraźni” to forma zabawy, w której kilka osób opowiada sobie historię pewnych wymyślonych postaci niczym gawędę, albo improwizowany teatr, w którym część osób ma przypisane do siebie indywidualne role, za których losy przede wszystkim odpowiada, podczas gdy druga część osób (a z reguły tylko jedna zwana „mistrzem gry” lub bardziej po staropolsku „starostą gry”) odpowiada za narrację otaczającego głównych bohaterów świata. Mam nadzieję, że dla osób pierwszy raz spotykających się z tego typu rozrywką, będzie to wstęp wystarczający, a na rozwinięcie przyjdzie jeszcze pora.

Przechodząc zatem do meritum, uważam, że najważniejsze to stworzyć najpierw jasną wizję drużyny jaką grać zamierzamy. Chciałbym by imć Witold, który pytanie zadał, wdał się ze mną w polemikę na temat tworzenia drużyny, zapraszam również wszelkie chętnie osoby do kontaktu na adres e-mail kontakt@dzikiepola.com, by podzieliły się swoimi przemyśleniami co do sposobu w jaki tworzą scenariusze i do dyskusji na temat mojego podejścia.

Zanim stworzymy drużynę pytam moich towarzyszy graczy o to jakich przygód oczekują, jakie historie sprawiają im po prostu frajdę. Dla jednych będzie to intryga, dla innych krwawa sieczka, a może dla odmiany ktoś inny zechce zgłębiać niuanse dawnego systemu prawnego wcielając się w rolę szczwanego lisa jurysty lub przebiegłego kupca z koneksjami na magnackich dworach lub w pałacu osmańskiego sułtana?

Tak jak w mojej działalności edukacyjnej po pierwsze stawiam na zainteresowania ucznia, by odpowiednio pomóc mu pokierować torem swej edukacji, tak też podchodzę do fabularnych gier wyobraźni – pragnę, by to jakich bohaterów, jaką drużynę stworzymy, nadało impet naszym przygodom. Obracam zatem pytanie imć Witolda jak tworzyć scenariusz w, uważam, znacznie ważniejszą kwestię – jak stworzyć ciekawą drużynę! A jako że bardzo lubię rozmowę, interakcję, wymianę doświadczeń, to zapraszam do dyskusji zadając pytanie: Jakiego typu przygód w klimacie Rzeczypospolitej Obojga Narodów oczekujecie? Jakie przygody przeżyliście, czego Wam brakowało, czego pragniecie doświadczyć, na jakie trudności napotykaliście się tworząc sceniariusze tudzież dyariusze? Jak tworzyliście postaci, jak tworzyliście drużyny, jak zapoznawaliście ze sobą bohaterów, albo jakimi więzami ich łączyliście, by tworzyli sensowną drużynę? Zapraszam do dyskusji, refleksji, wysyłania pytań! 🙂

Przywitanie wiosny

Zapraszam do lektury relacji z mych najnowszych przygód oraz dziękuję za wszystkie odwiedziny bloga i polubienia mego profilu na Facebooku!

Wielce ciekawym okazał się być tydzień miniony, a właściwie ostatnie 9 dni, chciałbym się tutaj wobec tego podzielić mymi wrażeniami i refleksjami.

We wtorek 12 marca miałem lecieć do Chin, ale sprawy przybrały nieoczekiwany obrót, tak że podróż zakończyłem w Warszawie, a biesada była przednia! W międzyczasie zdążyłem na lipiec umówić się z Romanem przewodnikiem po Naddniestrzu (dość znany zeń już YouTuber!), by od dawnego pogranicza Rzeczypospolitej i Mołdawii rozpocząć sentymentalną podróż po Dzikich Polach. Odrębny artykuł o Dzikich Polach mam nadzieję już wkrótce.

Korzystając z niespodziewanej wizyty w Warszawie, umówiłem się z moim towarzyszem biznesowej doli i niedoli Łukaszem, by w środę 13 marca oddał mi w książkę autorstwa Andrzeja Dziubińskiego pt. „Na szlakach Orientu. Handel między Polską a Imperium Osmańskim w XVI-XVIII wieku”. Dużą część książki autor poświęcił Ormianom i ich losom, a parali się oni wszakże handlem pomiędzy Rzecząpospolitą a Persją, a czasami nawet i dalekimi Indiami. Ich awanturnicze przygody na szlakach handlowych to wspaniały temat na całą serię artykułów na mym blogu.

Dobre kilka lat trzymał tę książkę ów druh mój nicpoń, więc skoro nadarzyła się okazja, chciałem ją czem prędzej odzyskać. I w czasie oczekiwania na spotkanie natchnęło mnie!

Ta książka sprowadziła me zainteresowania na handlowe relacje dawnej Rzeczypospolitej, była dla mnie wielkim odkryciem, poszerzyła niesamowicie me horyzonty!

Pomyślałem wonczas czy w Warszawie jest li jakowyś ośrodek kultury ormiańskiej? Nie wiem czy zasługa była to porannej kawy czy innego olśnienia, w każdym razie sprawy potoczyły się dynamicznie, od wyszukiwania w internecie po krótki spacer i zadzwonienie do Fundacji Kultury i Dziedzictwa Ormian Polskich aż w końcu… bam! Po półgodzinnej podróży znalazłem się  w mieszkaniu pana Jana Abgarowicza, prezesa tejże fundacji! Dziękuję bardzo Panie Janie za miłe przyjęcie! Na załączonym obrazku publikacje jakie miałem możliwość zobaczyć u pana Jana, z których dużą część zakupiłem.

Niesamowite książki dla takiego pasjonaty niszowych zagadnień epoki staropolskiej jak ja
Kalendarz też dostałem przedni
Ta książka wybiegała poza mój główny obszar zainteresowań, choć tematyka żydowska jak najbardziej mnie pasjonuje

Rozmowa z panem Janem była bardzo interesująca, musimy się znów spotkać i omówić szereg ciekawych tematów. Jeśli czytelnicy mają jakieś pytania dotyczące Ormian lub handlu z czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów, chętnie o nich porozmawiam z panem prezesem fundacji i zdam relację na blogu, może nawet nagram cały wywiad. Najpierw przeczytam jednak to, co pan Jan mi udostępnił, bym mógł lepiej poznać mentalność ormiańską, co będzie też pewnie z korzyścią dla mej działalności kupieckiej. Mam wrażenie, że w głównym nurcie kultury polskiej ducha kupieckiego w ogóle nie ma. Całe szczęście od Chińczyków nabrałem już niemało mądrości biznesowej, a także od pochodzących z Izraela znajomych  handlujących w Chinach. Idąc także za duchem kupieckim, w mej zabawie w rekonstrukcję historyczną kompletuję sukcesywnie strój mieszczanina pruskiego z siedemnastego wieku, by nie tylko wojenny lud miał swą reprezentację na imprezach historycznych.

A skoro już zahaczyłem o Chiny, to pozwalając sobie na małą dygresję (a bo kto mi zabroni na własnym blogu czegokolwiek? 😉 ) – na liście mych spraw jest także przeczytanie książki poświęconej Michałowi Boymowi, jezuicie pochodzącemu z Polski, a działającemu w Chinach w XVII wieku. Na prezentację książki na jego temat w Gdańsku niestety nie udało mi się wyrobić.

Wracając zaś do spotkania z panem prezesem Fundacji Dziedzictwa i Kultury Ormian Polskich, to oprócz rozmów na temat ormiańskiej obecności we Lwowie oraz Kamieńcu Podolskim, udziale Ormian w dawnym handlu oraz dyplomatycznej służbie Rzeczypospolitej, dotknęliśmy również tematu książki pana doktora Radosława Sikory pt. „Husaria. Duma polskiego oręża”, którą swoją drogą miałem już okazję zauważyć w księgarni, choć nie zajrzałem doń nawet. Pan Jan był właśnie w trakcie lektury tej książki, a okazało się, że i ja nie mogę przejść obok niej obojętnie, bo oto kolejny raz stało się coś niesamowitego. Zaledwie kilka dni po wizycie u pana Jana, zupełnie niespodziewanie z „fejsbóczkowego” profilu mego elbląskiego pruskiego druha Piotra dowiedzałem się, że w poniedziałek 18 marca tenże doktor Sikora ma swe spotkanie autorskie na zamku w Malborku! Wola li to Opatrzności czy też mej podświadomej siły sprawczej, nie wiem, ale nie oddając się zbędnym dywagacjom nad Kołem Fortuny, udałem się pełen entuzjazmu, na przysłowiowym „spontanie”, stawić czoła intelektualnej przygodzie. Z resztą z mego Elbląga blisko do Malborka, raptem trzydzieści minut podróży autem i jestem na zamku u Wielkiego Mistrza. Załączam kilka zdjęć z tego spotkania. 

Wspólne zdjęciem z panem doktorem Radosławem Sikorą
Spotkanie o husarii u Wielkiego Mistrza
Zacne fotografie husarskich towarzyszy
Dedykacja od autora

Pan doktor Radosław Sikora bardzo ciekawie opowiadał, zadałem nawet kilka pytań, po których znać było, żem człek zainteresowany iście niszowymi tematami tj. status majątkowy towarzyszy husarskich prywatnych chorągwi magnackich – czyli jaka część z nich była posiadaczami własnej ziemi, a jaka dysponowała ziemią na zasadzie dzierżawy lub innej formy użytkowania magnackiej ziemi. Pan doktor odesłał mnie to prac naukowych pani profesor Urszuli Augustyniak, z którą miałem już przyjemność się trochę zapoznać czytając jej artykuł w pracy zbiorowej pt. „Patron i dwór. Magnateria Rzeczypospolitej w XVI-XVIII wieku.” Zapewne wiele osób nie rozumie dlaczego tak dalece ekscytuję się, gdy w me ręce wpada jakaś dogłębna monografia dotycząca bardzo niszowych tematów ze staropolskiego okresu, ale nie dziwię się im, bo ja tak naprawdę też nie mam pojęcia skąd u mnie taka właśnie pasja! 😀

Zmieniając zaś nieco temat, choć wciaż pozostając w Prusiech, to wspomnę, iż byłem nie tylko w Malborku, ale także we Fromborku, a był to czwartek 14 marca. Co więcej, pomimo zimnej pogody i remontu na wzgórzu katedralnym, zostałem wraz z moimi towarzyszami gorąco przyjęty przez pana Jędrzeja, właściciela dawnej wieży wodnej we Fromborku, dziś będącej kawiarnią, sklepem z pamiątkami oraz punktem widokowym na malowniczy Zalew Wiślany. Dzięki wielkie dla Grzegorza Kuczaby, który był zarówno moim jak i Jędrzeja nauczycielem nie aż tak dawno temu, bowiem to między innymi z Grzegorzem udałem się w tę podróż śladami Kopernika. Z racji nieprzyjemnej pogody zdjęciami widoków się nie pochwalę, ale mam za to coś innego! Zakupiłem zebrane dzieła Mikołaja Kopernika, szok! Kolejna niszowa publikacja trafiła w moje ręce, tomiszcze na prawie pięćset stron format bodajże A3 napisane łaciną i tłumaczone na język polski! Dzięki wielkie dla Fundacji Nicolaus Copernicus za kolejną okazję, bym odchudził mą sakwę.

„Husaria” dla porównania rozmiarów
Rozprawa Kopernika z dziedziny geometrii, a dokładniej mówiąc z trygonometrii, czyli omówienie trójkątów, to dopiero intelektualne katharsis dla niszoholika 😉

Mam nadzieję niebawem zawitać do Fromborka ponownie, zrobić trochę zdjęć przy ładnej pogodzie, a do tego zacząć publikować video blog, do którego póki co czynię próbne nagrania.

Dziś natomiast, na przywitanie wiosny astronomicznej, odwiedziłem nasz pruski Gdańsk udając się na targi branży bursztyniarskiej. Spotkałem się z moimi znajomymi z Danii (Michelle poznałem dziesięć lat temu podczas wspólnych studiów w Chinach, ot koleje losu!), i nie byłbym sobą, gdybym nie opowiedział im o dawnym Gdańsku, jego roli dla Rzeczypospolitej oraz związkach z Danią – nawet nazwa Gdańska może mieć swój duński źródłosłów. Historii handlu bursztynem już też poświęciłem trochę czasu, choć właśnie okres pomiędzy drugim pokojem toruńskim oraz hołdzie pruskim a zaborami wciąż jest dla mnie mało znany. Szukam niszowych pozycji o zmianie prawodawstwa krzyżackiego dotyczącego wydobycia bursztynu  po 1466 roku na terenie Prus Królewskich oraz po 1525 roku po sekularyzazji zakonu krzyżackiego w Prusach Książęcych. Ktoś zapyta może po co mi to, a ja wówczas odpowiem snując opowieść o wizji gangsterskiego scenariusza na film lub książkę osadzonego w realiach siedemnastowiecznych pruskich miast, gdy szwedzka armia atakuje, zmieniają się relacje w lokalnych układach polityczno-biznesowo-mafijnych, i różne frakcje walczą o kontrolę nad intratnym handlem złotem Bałtyku. Czy ormiańscy kupcy ze Lwowa dostaną na czas towar, na jaki czekają ich klienci w Konstantynopolu? Pomysłów na pasjonujący film lub nawet grę osadzoną w naszych dawnych realiach można wymyślić bez liku, a nie muszą być one przecież w stu procentach historyczne. Luźno związana z historią awanturnicza opowieść może zebrać szerokie rzesze fanów i przyciągnąć uwagę turystów z całego świata na Bursztynowe Wybrzeże. 

Taki bursztynowy okręt skłonił mnie do refleksji nad kupieckim kosmopolitycznym duchem Gdańska

Kończąc tę dzisiejszą opowieść o podróżach i przemyśleniach ostatnich kilku dni, zwracam uwagę na to jak dużo ma do zaoferowania historia Rzeczypospolitej Obojga Narodów, która spłycana bywa często do jeno losów szlachty i wojen. Czy to właśnie taka postawa mogła być powodem wypalenia się formuły gry fabularnej „Dzikie Pola. Rzeczpospolita w ogniu”? Można spojrzeć na krainę naszych przodków na wiele różnych sposobów, z różnych kątów, odnajdując tam jak najbardziej wiele ciekawostek związanych ze światem biznesu, choć wtedy nawet jeszcze nie znano u nas tego słowa 😉 Wędrując od ormiańskiego Kamieńca i Lwowa po niderlandzko-pruski kosmopolityczny Gdańsk, można obok obrosłej w mity szlachty odkryć zupełnie inny tętniący życiem świat.

Dywagacje o „kobiecie”

Napisać miałem o inspiracji „dniem wczorajszym”, ale widzę po nocnej godzinie, iż zacząć należy trochę inaczej, a zatem jeszcze raz 😉

Dzień przedwczorajszy, we współczesnym polskim języku Międzynarodowym Dniem Kobiet zwany, zainspirował mnie do przyjrzenia się sprawie ewolucji języka, a właściwie zmiany znaczenia i wydźwięku pewnych słów. W polszczyźnie sprzed czterech stuleci nikt nie ośmieliłby się oficjalnie na takie nazwanie święta wypadającego ósmego marca, ba! w Rzeczypospolitej szlacheckiej elita nie dopuściłaby zapewne w ogóle do nadania oficjalnego statusu świętu o komunistycznym rodowodzie (dla tych, którzy nie znają powodu ustanowienia ósmego marca Dniem Kobiet – w 1917 roku tegoż dnia miały miejsce w Rosji kobiece strajki, a już po obaleniu cara władze sowieckie nadały mu status święta państwowego, od 1965 roku wolnego od pracy, choć pierwszymi promotorkami święta kobiet były działaczki Socjalistycznej Partii Ameryki).

No właśnie, cóż zatem oznaczało słowo „kobieta”, o które się tutaj rozchodzi? Co do dokładnej etymologii, jak się okazuje, nie ma pewności, bo na przykład tłumaczenie Aleksandra Brücknera zawarte w Słowniku etymologicznym języka polskiego, jakoby słowo to pochodziło od staropolskiego wyrazu „kob”, czyli „chlewa” i było spokrewnione z „kobyłą” budzi kontrowersje wśród językoznawców. Tak czy owak, źródła poświadczają obraźliwy charakter słowa „kobieta”, choć używane jako obelga było pośród szlachty i mieszczan.

I tak sobie myślę, że słowo „kobieta” przejść mogło swoją ewolucję podobną do wyrazu „chłop”, który był w czasach państwa szlacheckiego również swoistą obelgą, a podobno wywodził się do tego od słowa określającego niewolnika! I tak jak poprzez emancypację ludności wiejskiej w XIX/XX wieku chłop nabrał neutralnego znaczenia do tego stopnia, że Polskie Stronnictwo Ludowe otwarcie mówiło o obronie interesu chłopów, a słowo „kmieć” zupełnie wyszło z użycia, i tak też moim zdaniem było z prostą pospolitą pochodzącą z ludu „kobietą”, która w miarę rozszerzania się polskiej tożsamości ogólnonarodowej na lud (Sarmata rzekłby „o tempora o mores!, gdzie Naród gdzie chamy!?”) wyparła „szlachetniejsze” niegdyś „białogłowy i niewiasty”.

Tak sobie zatem myślę, że słowo „kobieta” bardzo dobrze oddaje ducha pierwszych promotorek tegoż święta, bowiem ma w sobie ten „spracowany po łokcie w pocie czoła” ludowo-robotniczy wydźwięk. I to właśnie ludowe wiejskie konotacje tego słowa, niekoniecznie z jakimkolwiek chlewem powiązane, było samo przez się obrazą dla pań szlachcianek lub nieźle sytuaowanych mieszczanek. Z resztą do dziś negatywny sens zachowała „kobieta” przynajmniej w części dawnej Rzeczypospolitej: południowo-zachodnio-huculskiej części dzisiejszej Ukrainy, bom srogie zdziwienie wywołał u mej przyjaciółki pochodzącej z tamtych stron, gdym rzekł jej podczas naszych studiów w dalekich Chinach, że „kobieta” to właśnie to nasze normalne słowo na płeć piękną.

Ponadto omawiając kwestię „kobiety”, warto zwrócić uwagę na słowo „żona”, które to z ogólnego określenia na dojrzałe osoby płci pięknej, jak to dalej ma miejsce w innych językach słowiańskich (jak choćby w mych ukochanych południowosłowiańskich językach), w polszczyźnie nabrało stricte znaczenia osoby w związku małżeńskim z mężem, który też niegdyś był – nomen omen – po prostu dorosłą osobą płci męskiej. Pomimo tego, w określeniu nazwy płci oraz rodzaju gramatycznego wciąż używamy przymiotnika „żeński”, a określenie „kobiecy” ma zgoła inny subtelniejszy wydźwięk, dajmy na to „kobiecy wdzięk”.

Ciekawa jest też sprawa słowa „wiedźma”, którego historia równie burzliwa jak „kobiety”, tylko że w drugą stronę – od normalnego do obelżywego, ale o niej później. Inne słówka, jakim być może kiedyś poświęcę nieco czasu i atramentu, to na przykład impreza, harce i swawole (jakaż dobrana para!) oraz crème de la crème – tak wulgarny dziś kutas – kto czytał „Pana Tadeusza”, ten wie o czym mowa 😉

Szczególnie pragnę podziękować za wkład w poszerzanie mych horyzontów oraz wiedzy specjalistycznej Poradni Języka Polskiego Uniwersytetu Śląskiego za swój wpis o „kobiecie” na swym profilu Facebook z dnia 7 marca 2013 roku https://www.facebook.com/por.jez.ijp.us/photos/jaka-jest-etymologia-wyrazu-kobietaustalenie-pochodzenia-tego-wyrazu-jest-niezwy/275667105898872/ oraz twórcom treści internetowej strony Słownika Języka Polskiego Polskiego Wydawnictwa Naukowego dostępnej pod linkiem https://sjp.pwn.pl/ciekawostki/haslo/kobieta;5757019.html, jak również autorom artykułów na Wikipedii o historii Dnia Kobiet i ruchów feministyczno-komunistycznych.

Azjatka z dawną bronią palną niemałych rozmiarów
Kozaka ustrzeliła z półhaka
Za „kobietę” obrażona taka

Zdjęcie z czasów imprezy historycznej w Zamościu
(ta pani z pistoletem też już przeszła do historii,
ale za to zdjęcie jakież zostało mi zacne!)

Entuzjazm przede wszystkim

Wczoraj byłem w Gdańsku na spotkaniu z Andre Sternem (https://www.andrestern.com/pl/home.html), francuskim pisarzem, muzykiem, kompozytorem… po prostu prawdziwym humanistą, osobą, której poglądy można by streścić jednym cytatem, podobno autorstwa Henryka Sienkiewicza: „prawdziwym powołaniem człowieka jest to tylko, do czego upodobania i zdolności go pociągają”.

Zgadzam się z Andre Sternem i Henrykiem Sienkiewiczem w tej materii. Pełen entuzjazmu podchodzę do mego blogu, rozmawiam o różnych pomysłach na jego rozwój, tematach na wpisy, a nawet video blogu. Widzę gdzie powinienem douczyć się w obsłudze technologii i sprawia mi to radość, bo z wielką radością odbieram możliwość nauczenia się czegoś nowego. Szukam najlepszej wtyczki do włączenia usługi newslettera, przeglądam również inne wtyczki, które mogą okazać się użyteczne.

Dziś idąc za głosem serca w poszukiwaniu inspiracji rozmawiałem z panią doktor Adrianną Adamczyk-Świechowską, wielką znawczynią twórczości i życia Henryka Sienkiewicza (http://sienkiewicz.al.uw.edu.pl/adrianna-adamek-swiechowska). Spotkałem się również z mym przyjacielem operatorem drona, by porozmawiać o pomyśle wyprawy śladami Trylogii, poczynając od relacji z miejsc znanych z kart Ogniem i Mieczem. Mam znajomych na Ukrainie, tytuł bloga to, bądź co bądź, DZIKIE POLA, tym bardziej podróż na dawne wschodnio-południowe rubieże dawnej Reczypospolitej Obojga Narodów i zobaczenie na własne oczy terenu dawnych Dzikich Pól, jest nieuniknione. Swoją drogą obejrzałem wczoraj trailer ukraińskiego filmu pt. „Dzikie Pola” o współczesnych realiach Donbasu, zapowiada się ciekawie.

Tak czy owak, dopóki nie wyruszyłem jeszcze w żadną daleką sentymentalną podróż ku Dzikim Polom, zamierzam wypożyczyć książkę ukraińskiej historyczki pani profesor Natalii Jakowenko o Historii Ukrainy do 1795 roku, odświeżyć wiedzę oraz dowiedzieć się czegoś nowego o Rzeczypospolitej z innej persketywy. Czytałem dobre opinie o tej książce, a że mam u siebie jedną pozycję autorstwa pani Jakowenko, to wierzę tym bardziej pozytywnym recenzjom.

I na koniec przyznaję, że nie wiem jeszcze jak wyjustować ten tekst na blogu, widzę tylko wyrównanie do lewej, środka lub prawej, ale nie zrażam się, może kiedyś znajdę właściwą opcję… Jako miłośnik ciągłych dygresji pewnie bym coś jeszcze dodał, ale muszę kończyć, bo za kwadrans prowadzę zajęcia z języka chińskiego 😉

 

Początki zabawy w rekonstrukcję historyczną
kompletuję już nowy lepszy strój, koszula, wams i pludry uszyte, a w sprawie butów właśnie przesłałem zapytanie

Czołem Waszmościom!

Ruszam niniejszym z nową odsłoną strony DzikiePola.com. Moja historyczna pasja, zainteresowanie dawnymi dziejami, przywiodły mnie w końcu do wynalazków najnowszych czasów. Krok po kroku poznaję różne sposoby publikowania swych przemyśleń we wciąż zagadkowym dla mnie Internecie.

Minęły już ponad trzy lata odkąd podkupiłem domenę DzikiePola.com (twórcy gry „Dzikie Pola” dali mi ku temu szansę nie opłacając jej na czas). Prawie dwa lata temu zacząłem publikować na Facebooku jako blog osobisty DzikiePola.com, dość nawet regularnie, jednocześnie zakładając również blog pod adresem http://dzikie-pola.blogspot.com/ – tam już niestety nie pojawiło się nic poza postem w dwudziestą rocznicę wydania Szlacheckiej gry fabularnej „Dzikie Pola: Rzeczpospolita w ogniu”.

Teraz zaś, na nowej platformie, na wyższym poziomie wtajemniczenia, choć wciąż daleko od swobodnej biegłości posługiwania się narzędziami tworzenia stron internetowych, zamierzam regularnie publikować treści dotyczące tematyki siedemnastowiecznej Rzeczypospolitej, jej historii, obyczajów, ciekawostek oraz wszelakiej literatury oraz gier z nią związanych, rzecz jasna z „Dzikimi Polami” na czele.

Mam nadzieję, że treści przeze mnie publikowane okażą się interesujące i pomocne, a może uda się także z twórcami ulubionych mych „Dzikich Pól” zrobić razem coś „fajnego”. Pamiętam jak w rodzimym mym Elblągu w 2008 roku (choć może 2007, dalibóg nie jestem teraz pewien!) podczas lokalnego konwentu fantastyki prowadziłem spotkanie z imć Jackiem Komudą, a potem w gronie najzagorzalszych fanów biesiadowaliśmy do rana. Miło by było znów się spotkać, może nagrać rozmowę i udostępnić w formie podcastu? Z kilkoma innymi twórcami zarówno pierwszej, jak też drugiej edycji „Dzikich Pól” również jestem w kontakcie i mam nadzieję, że znajdą chwilę na rozmowę, by podzielić się swoimi wspomnieniami oraz przemyśleniami na temat Szlacheckiej gry fabularnej „Dzikie Pola: Rzeczpospolita w ogniu”. A jak Bóg pozwoli, to i w nową grę w dzikopolowym klimacie przyjdzie nam zagrać. Choćby miała być to jeno gra planszowa, to przy dobrym projekcie, ciekawym pomyśle, mogłaby zyskać szerokie grono fanów. Zagranie w grę planszową jest, bądź co bądź, łatwiejsze niż wczucie się w grę fabularną.

Kończąc niniejszym mój pierwszy wpis na nowym blogu, proszę o wszelkie komentarze, opinie i sugestie co do dalszych wpisów oraz samej formy moich publikacji. Hajda zatem na Dzikie Pola!

Kolekcja ma dzikopolowa, sam nie wiem skąd mam tyle kopii drugiej edycji. Każdy Pan Gracz i Pani Graczka mają u mnie swój egzemplarz na Biesiadzie 😉
Jedyny wpis na starym mym blogu